środa, 12 listopada 2008

A kiedy nic nie robię...

...to robią się inne rzeczy:) I wydaje mi się, że Potomek chyba po mnie odziedziczył brak 'stanu stałego', czyt. wrodzona nieumiejętność spędzenia w jednej pozycji przynajmniej 5 min. No, może różnimy sie kilkoma szczegółami w tej przypadłości, bo ja nie potrafię bezczynnie obejrzeć całego filmu, a on potrafi wgapiać się w ekran z ulubinymi bohaterami i nie zauważyć trzęsienia ziemi. Ale takie 'aktywne oglądanie' w moim przypadku to bardzo przydatna sprawa. Ostatnio upolowałam z jakąś gazetą "Niekończącą się opowieść" (ktoś to pamięta?), chyba pierwszy pełnometrażowy 'dorosły' (nie kreskówka) film jaki obejrzałam w prawdziwym kinie:) i spędziłam wieczór na wspomnieniach z dzieciństwa i manufakturowaniu kartek świątecznych. Nawet nieźle mi szło i w tym roku obejdzie się bez czekania na ostatnią chwilę i zarywania nocy, aby każdy z adresatów dostał własnoręcznie zrobioną kartkę. Bo tak nakazuje obyczaj:) A m.in. takie kartki polecą w świat:

1 komentarz:

nicktośka pisze...

przepiękne są twoje kartki!!! zapierają dech :D