Kilka miesięcy temu zaprowadziłam Potomka do naszej osiedlowej biblioteki w nadziei, że połknie bakcyla czytelnika. Wszystkie swoje książki, encyklopedie itp. ogląda i czyta już od początku, środka i końca po kilka razy, a ja nie jestem w stanie nadążać z zakupami nowych pozycji, bo i miejsca już mało, a i ceny książek jakieś dziecku nieprzyjazne;/ Biblioteka jest w pobliżu jego przedszkola i często po zajęciach idziemy coś wypożyczyć, a później wracamy do przedszkolnego ogrodu. I z reguły Potomek z rozpędu trochę pobiega z dzieciakami, ale zaczyna zataczać coraz mniejsze koła i w końcu wyjmuje swoją książkę z plecaka i tak sobie siedzimy razem i czytamy jeśli tylko pogoda sprzyja. A ostatnio bardzo sprzyja:)





Papiery z
Galerii Papieru.